Autor Wiadomość
Margot
PostWysłany: Pią 17:33, 18 Maj 2007    Temat postu:

Tytuł mnie odrzucił, ale postanowiłam się nie zniechęcać.
Początek jakoś tak nie bardzo mi pasuje, Enter po kilki zdaniach też nie wygląda mi ciekawie. Strasznie chaotyczne, kiedy czyta się pierwszy raz nie wiadomo o co chodzi. Na swój sposób ciekawe, jednak nie dla mnie, zwykłego przeciętniaczka ^^
Balbinka
PostWysłany: Pią 15:41, 18 Maj 2007    Temat postu:

ładne, ale mnie nie wciągnęło... nie wiem, może to mój dzisiejszy muł... W każdym razie wydaje mi się takie... no w stylu murdermile^^... tylko jej mają takie coś, czego nie potrafię nazwać.
Sama nie wiem...
murdermile
PostWysłany: Pon 8:05, 14 Maj 2007    Temat postu:

Cytat:
Coś w niej pęka, płyną łzy. Wie, że stoi na granicy.
- nie wiem czemu, ale bardzo podoba mi się ten fragment. Wink Króciutki, a przecież zawiera tak wiele..
Jest parę literówek, niestety, ale ogólnie - po prostu świetne, co mówić więcej. Ostatnia 'zwrotka' chyba najlepsza, pełna emocji, a i zakończenie niebanalne.. Podoba mi się. Nawet bardzo. Bo do tej poetyki włączyć jeszcze akcję, i to nie taką na odwal, ale prawdziwą i interesującą.. to już jest coś.
Atra
PostWysłany: Nie 17:38, 13 Maj 2007    Temat postu: "Granica mroku" [Z] [F]

Najmłodsze dziecko mojego kapryśnego Wena. Od dawna chciałam stworzyć jakieś krótsze, ale zakończone dziełko o mojej zdecydowanie najważniejszej postaci. Teraz widzę jak wielką przeszła ewolucję. Ok, ok, już nie będę nudzić. Razz
Wszelkie uwagi, komentarze (pochwały też, będzie mi bardzo miło Wink ) mile widziane.


Granica mroku



Unik. Cios. Unik.
Unik.
Piekący ból oślepia, kiedy długie szpony rozdzierają jej ramię. Cios, tym razem słabszy.
Płonące oczy.
Cofa się, okręca unikając szponiastej łapy. Włosy opadają ca twarz. Powinna je ściąć. Zetnie.
Jeśli przeżyje. Unik. Upadek…

***
Uderzenie o twardą podłogę.
Tuli policzek do chłodnego kamienia.
Monotonne bębnienie kropel wody powoli doprowadza do obłędu.
Wie już tylko jedno... Musi uciekać.

***
Powoli zdejmuje zakrwawioną koszulę.
Brudna, blada twarz wykrzywia się, gdy patrzy na rozognione szramy, ślady szponów na swoim ramieniu. Odkorkowuje niewielką buteleczkę.
Zaciska zęby. Mocno, aż bolą szczęki.
Wylewa zawartość buteleczki na rany. Ostry, piekący ból wgryza się w ciało, zasnuwa oczy gęstą mgłą. Otępia, zapala zmysły…
I oczyszcza rany.
Pochyla się, spazmatycznie łapiąc powietrze, zaciska powieki.
Po czasie zbiera się w sobie, owija krwawiące rany prowizorycznym bandażem.
Chce paść na ziemię i płakać. Wie, że nie może. Walczy ze słabością.
Nagle wyciąga nóż. Szybkimi, gwałtownymi ruchami ścina włosy. Chaotycznie i nierówno.
Kosmyki osuwają się po plecach, inne sypia się na nagie piersi
Szybkie, nerwowe, niemal desperackie ruchy szczupłej ręki. Długie, czarne, nieco sztywne kosmyki spoczywają w wilgotnej trawie.
Coś w niej pęka, płyną łzy. Wie, że stoi na granicy.
Kiedy wstaje z ziemi, chowa nóż i ubiera koszulę jest spokojna. Jest inna. I taka sama.

***
Martwe dziecko. Minęli je, nie sprawdzając nawet czy może jeszcze oddycha.
Martwa czarnowłosa dziewczynka, leżąca we krwi oddychała.
Przeszli.
Rogaty zwierz wyszedł z ukrycia i chwycił dziecko w paszczę.
Płakała. Bała się tego kudłatego potwora.
Bała się całego stada kudłatych potworów, które stały nas nią i mówiły coś w dziwacznym języku. Bała się coraz bliższych krzyków i czerwonego ognia.
Bała się. Była sama w obcym świecie, z tatuażem na policzku jako jednym dowodem tożsamości.
Bała się gdy błądziła po zimnych, ciemnych jaskiniach. Zapominała. Zapomniała swojego imienia, twarzy matki, zapachu swojego domu.
Kiedy wysoki, śniady chłopak wynosił ją na rękach z podziemia nie pamiętała już nawet, że żyje.

***
Szła szybko, kaptur miała naciągnięty na twarz.
Ramię bolało, ale zdążyła się już przyzwyczaić.
Strach był jej cieniem. Za każdym zakrętem wypatrywała końca. Oddaliła się od zagrożenia, a mimo to czuła je na każdym kroku.
Każdy mijany człowiek mógł nieść śmierć. Klucze do otchłani.
Życie w strachu sprowadza paranoję.
Była w niej wystraszona dziewczynka i stara, zgorzkniała kobieta. Nie pamiętała przeszłość, nie wierzyła w przyszłość. Chciała schować chaos swoich emocji pod zimną maską.
Bała się.
Szła szybko, nie zauważając nawet że przechodzi przez granicę. Uciekała.

***
Siedziała, kuląc się z zimna i przypatrując swoim dłoniom. Drobne, dziecięce ręce, blade, brudne, podrapane z połamanymi paznokietkami.
Drżała. Coś dławiło ją w gardle, a wielka, tragicznie smutna pustka rozrastała się w jej piersi.
W jaskiniach był tylko strach i wola przetrwania. A teraz… Teraz nie wiedziała co zrobić. Była zagubionym dzieckiem…
Było to wielkie brzydkie coś, które chciało ją zjeść… potem rozbłyski światła, głos, krzyk, to coś uciekło… Potem niepewny dotyk śniadej dłoni i ciemne, lekko skośne oczy patrzące na nią z uwagą.
Ten chłopak siedzący po drugiej stronie niewielkiego ogniska chyba ją uratował. Potem wyniósł na powierzchnie. Tam byli jacyś ludzie i jeden z nich strasznie na niego krzyczał. Chłopak też krzyczał. A potem zabrał ja ze sobą i odszedł.
Nie wiedziała o co w tym wszystkim chodzi.
Chłopak wstał, skuliła się odruchowo kiedy podszedł do niej. Przyklęknął i powiedział coś… Chyba o coś pytał… O imię… o jej imię… nie pamiętała…. Znowu coś mówił, nieprzyjemnym ostrym tonem. Skuliła się bardziej, otwierając szeroko załzawione oczy.
Chłopiec westchnął.
- Czy Ty w ogóle umiesz mówić? – zastanowił się na głos.
- T -t -tak…. – szepnęła żałośnie.
- Imię masz?
Nie pamiętała. Pokręciła głową przecząco. A potem przycisnęła brudne piąstki do oczu i zwinęła się w kłębek na trawie,
- Śpij – rzucił chłopak sucho i przykrył ją płaszczem. Po czym uznał że musi wymyślić imię temu dziecku które wyrwał z mroku.

***
Starzec z twarzą oszpeconą trzema cienkimi bliznami na nowo nauczył ją żyć. Nauczył ją czytać, leczyć i zabijać. Nauczył chować słabości przed światem. Pokazał wszystkie niebezpieczeństwa. I wszystkie radości. Utrzymał w świetle, tuż przy ciężkiej granicy. Wiedział że jest w niej mrok który może kiedyś zwyciężyć i obawiał się tego. Obawiał się jej lęków.
Wiedział że kiedyś straci kontrolę.

***
Pachnące leśne powietrze było przesycone chłodem poranka, szarość świtu rozmywała szczegóły labiryntu liści i gałęzi. Tu czas biegł inaczej, sekundy odmierzały tętna leśnych stworzeń. Było cicho, lecz na tą ciszę składały się szelesty, kroki miękkich łap, oddechy w gęstwinie, niemal bezgłośne pogwizdywanie w listowiu, głosy pająków nucących przy tkaniu pajęczyn, pobrzękiwanie kropli rosy.
Ślady na wąskiej leśnej dróżce nie były zbyt wyraźne, ale wystarczające dla wprawnego oka. Wprawne oko łypnęło znad ciemnego tatuażu błyszcząc zimnym fioletem.
Jakiś ptak zakrzyknął w gęstwinie.
Arsza poderwała się na nogi i szybkim pewnym krokiem ruszyła przed siebie, tropem ofiary. Wciągnęła w płuca leśne powietrze i pouczyła jak wypełnia ją spokój. Całkowity spokój niezmącony świadomością niebezpieczeństwa. A niebezpieczeństwo było bliższe, ścigała je skutecznie, zbliżała się do niego nieubłaganie i była tego świadoma.
Las stawał się coraz gęstszy, coraz ciemniejszy. Znów stała na granicy mroku. Granica mroku jest cieką, poszarpaną nicią, przypominającą nić pająka. Wahała się na tej granicy przez sekundę. Serce raz uderzyło mocnej. Przekroczyła granicę, pogłębiając początkowy spokój. Gładziła rękojeść. Wiedziała, że niedługo wbije ostrze w łuskowate cielsko, wiedziała że odór uderzy w jej nozdrza w wywoła mdłości, a potem spłynie na nią satysfakcja. Albo że ostre szczypce przetną nic jej życia, tak podobną do nici pająka.
Spokój.
Tylko polowanie, najbardziej niebezpieczna cześć jej życia dawało spokój. Tylko w dziczy, tropiąc bestię czuła się naprawdę bezpieczna. Wśród ludzi dręczył ją ciągły niepokój, ukrywała się, starała się obronić przed światem napierającym na nią ze wszystkich stron...
Stwór był blisko. Poczuła już jego zapach. Sięgnęła po broń. To była jej ucieczka od świata, od ludzi, od niebezpieczeństwa ukrytego w codzienności.
Po raz kolejny przekroczyła granicę mroku. Granicę mroku który był w niej.

[/u]

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group